ZAKUPY ZA JEDEN UŚMIECH.

Kolejka do kasy ma w sobie coś z nerwowego owada, uparcie tłukącego w okno. Zresztą ludzie w kolejkach też mają w sobie coś owadziego. Nadpobudliwi. Ruchliwi. Czujni. Nieufni.
W wiejskim sklepie kolejka rośnie. Rozbrzmiewa tą charakterystyczną melodią jak nuty niedbale rzucone na pięciolinię.
Trzask obgryzanego paznokcia. Pauza. Westchnięcie. Stukanie palców. Pauza. Powietrze wciągane przez szpary w zębach. Drapanie. Poprawianie włosów. Otwieranie, zamykanie portfela. Przygryzanie warg.
Na czele kolejki starszy człowiek. Ma może siedemdziesiąt lat, chociaż twarz dziecięco wesołą.
Niewyraźnie mamrocze coś pod nosem. Sprzedawczyni wytęża uszy i prosi, żeby powtórzył głośniej. Na tę prośbę twarz staruszka rozpromienia się. Odwraca się do ludzi i uśmiecha radośnie. Jakby sprzedawczyni powiedziała wyborny dowcip. Ten uśmiech rozwieszony na jego twarzy od ucha do ucha bezdusznie obnaża dziąsła i jedynego zęba, jakiego ma. Jeszcze przez chwilę na nas patrzy, nieświadom nerwowego pulsowania kolejki. Powoli odwraca głowę w stronę lady, ochoczo potakuje i całkiem wyraźnie mówi „tak!”.
– Ale co tak? – dopytuje kobieta.
– Taaaak – przeciągle odpowiada staruszek, pieczętując przytaknięcie mocnym zaciśnięciem powiek. Kiwa głową i znowu cała jego twarz marszczy się w rozbrajającym uśmiechu.
Ktoś nie wytrzymuje, opuszcza kolejkę, wychodzi ze sklepu. Starszy pan odwraca się za nim. Żółwim ruchem. Niespiesznie. Rygorystyczne ramy czasowe kolejki zdają się go nie obowiązywać. Niefrasobliwie przygląda się drzwiom, zatrzaśniętym z hukiem, po czym powoli zwraca głowę do sprzedawczyni, jakby wracał do miłej pogawędki.
Kobieta zaczyna wskazywać po kolei towary na półce:
– To? To? A może to? – pyta.
Staruszek co chwilę kiwa głową, zachwycony mówi „tak”, jego twarz promienieje. W materiałowej torbie, którą położył na ladzie, lądują kolejne produkty.
– To wszystko? – zadaje pytanie kobieta.
– Taaaak – pada odpowiedź, za nią następuje rozbrajający uśmiech.
– Do zapłaty będzie tyle i tyle.
– Taaaak – zgadza się staruszek, wesoło patrzy na sprzedawczynię i nie przymierza się do żadnego ruchu.
– Proszę pana – stanowczo mówi kobieta – teraz trzeba za to zapłacić.
– Tak! – energiczne kiwnięcie. Drżąca ręka starszego człowieka z mozołem wędruje do kieszeni. Chwilę w niej gmera, entuzjastycznie uśmiechając się do ludzi w kolejce. Po chwili wyjmuje portfel. Unosi go w górę, jakby chciał wszystkim go zaprezentować i jestem niemal pewna, że gdyby mógł, wykrzyknąłby „Wiktoria”. Koślawe palce grzebią niezdarnie w przegródkach. W końcu udaje się wysupłać kartę płatniczą. Jest nowa. Lśniąca. Raczej nieużywana. Zresztą na twarzy staruszka maluje się taka ekscytacja, że niewątpliwie pierwszy raz będzie nią płacił. Kładzie ją na ladę w sposób nieco wyzywający, jakby chciał powiedzieć „i co? Zdziwieni?”
Sprzedawczyni wzdycha i zrezygnowana pyta:
– Czy zna pan pin?
– Taaaak – radośnie odpowiada starszy człowiek, choć następne minuty dobitnie pokażą, że nie.
Kolejka pulsuje miarowo. Zakręca między półkami. Jej odwłok stale rośnie.
Starszy człowiek kończy robić zakupy. Triumfalnie się uśmiecha i szurając nogami, opuszcza sklep.
Zostaje po nim kołyszące się powietrze. Słychać gremialne westchnięcie ulgi. I nagle wszyscy to dostrzegamy. Torba z zakupami została. Ktoś błyskawicznie ją porywa i wybiega za staruszkiem.
– Proszę pana! Zapomniał pan zakupów!
Ten odwraca się, ruchem rozlazłym, niespiesznym, szatkowanym. Uśmiech rozwieszony od ucha do ucha na pomarszczonej twarzy bezdusznie obnaża dziąsła i jedynego zęba, a całe jego ciało zdaje się mówić „no! Prawie was nabrałem. Wyborny dowcip!”.

You may also like

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.