CALINECZKA

Ten dom znajduje się na samym końcu wsi. Tam, gdzie asfalt płynnie przechodzi w drogę gruntową. Niemal przylega do ściany lasu. Z ulicy nie widać go dobrze. Prawdę powiedziawszy, trzeba wspiąć się na palce lub zajrzeć pomiędzy sztachety płotu, żeby dostrzec cokolwiek.
Strzelisty dach domu góruje ponad drzewami. Pomiędzy gałęziami wścibskie oko dostrzeże jego drewniane ściany. Tu dom kończy swoją opowieść i milknie. Reszta jest już tylko dziełem wyobraźni. Swoim zwyczajem wypełniałam ten dom wyimaginowanym życiem. Czasem w kominku płonął ogień, a postać w bujanym fotelu czytała książkę swoim wnukom – historia z pozoru banalna, ale co bardziej pasuje do drewnianego domu pod lasem?
Bywało jednak, że moja wyobraźnia płodziła istnych zwyrodnialców, zamieszkujących ten dom. Wtedy to oni wciskali swoje znerwicowane gałki oczne między sztachety, obserwując mnie łakomie. Moim ciałem wstrząsał raptowny spazm, przyspieszałam kroku i nie oglądałam się już za siebie.

Widywałam ją niemal codziennie. Swoim zwyczajem zaciągałam się porannymi oparami kawy, przyglądając się temu żywemu pejzażowi w ramie okiennej. I już po chwili obraz opowiadał historię pewnej kobiety. Przygarbionej staruszki w ogromnym szarym palcie, z chustką na głowie i dwoma koszykami, po jednym w każdej dłoni, co kazało nazywać mi ją po prostu „babcią”.
Szła bardzo dziarskim krokiem z głową wyciągniętą nienaturalnie wręcz do przodu. Jej nogi zdawały się gonić głowę, która zawsze była o kilka kroków do przodu. Jakby jej ciało brało udział w jednoosobowym, niesprawiedliwym wyścigu.
Szła tak do sklepu, oddalonego ponad dwa kilometry.
Piłam kolejną kawę, kiedy dostrzegałam ją ponownie. Nogi nie dogoniły głowy, teraz z trudem za nią się wlekły i przysięgłabym, że słyszę, jak głowa karci je i pogania.
Babcia brnęła przez pejzaż. Czasem bałam się, że w nim ugrzęźnie.

Któregoś dnia wracałam samochodem z miasta. Za skrzyżowaniem dostrzegłam ją. Zwolniłam, uchyliłam okno i zapytałam, czy mogę ją podwieźć. Bardzo się ucieszyła na tę propozycję, jakby ktoś zdjął z niej ogromny ciężar. I w istocie tak było. Po chwili stanowiliśmy kuriozalny widok. Na tylnym siedzeniu dzieci z tobołami i koszykami Babci, nawet okno musiałam uchylić, żeby zmieściło się drzewo, które kupiła na targu w mieście.
W końcu mogłam zobaczyć ją z bliska. Filigranowa twarz w woalu zmarszczek, tkanych najdrobniejszym, gęstym ściegiem. Błękit starczych oczu, wylewający się niemal zza grubych szkieł okularów. Głowa otulona chustką.
Kiedy siadła na przednim fotelu, z ogromnego szarego palta uszło powietrze. Wydała mi się teraz wiekową Calineczką, dla niepoznaki noszącą monstrualny pokrowiec.
Bez skrępowania i z uśmiechem zawieszonym na zmarszczkach, zaczęła rozmowę. Najbardziej interesowały ją dzieci. W Stanach ma wnuki i prawnuki! Dobrze im się tam żyje, żal tylko, bo nigdy ich nie widuje.
O tu proszę się zatrzymać! – mówi nagle, wskazując ogromny, drewniany dom pod lasem. Ten dom.
Po chwili zniknęła w gąszczu drzew.
Filigranowa staruszka. W wielkim domu. W monstrualnym palcie.

Od tego dnia inaczej patrzyłam na dom pod lasem. Regularnie też zdarzało mi się podwozić gdzieś Babcię. Z zapałem opowiadała o wnukach i prawnukach w Ameryce.
I nie było na nią sposobu. Kiedy wysiadała z samochodu zawsze znajdowałam wciśnięty gdzieś w fotel albo schowany w przegródce banknot dziesiącio lub dwudziestozłotowy, który początkowo próbowała mi wręczyć, mówiąc, że to na „słodycze dla dzieci”.

W pewien mglisty jesienny poranek, kiedy wsłuchiwałam się w pierwsze takty dnia, uderzyła mnie stateczność pejzażu za oknem. Faktycznie, to już całe dni, jeśli nie tygodnie, kiedy obraz pozostaje niezmącony energicznym spacerem Babci do sklepu.
Wypatrywałam jej. Próbowałam ściągnąć myślami. I nic.
Pewnego dnia na bramie jej domu zawisła kartka z napisem „Telefon do właściciela 601xxxxxx”.
I tak wiekowa Calineczka zniknęła z mojego pejzażu.
Nie wiem, gdzie jest. Ale jeśli spotkacie w Ameryce staruszkę w ogromnym palcie, idącą za rękę z wnukami, to pewnie będzie ona.

***

Udajemy, że jej nie ma. Nie chcemy o niej słyszeć. Jest zgryźliwa, upierdliwa, niechciana, niedołężna.
Gorączkowo prasujemy zmarszczki. Sobie. Innym. Światu.
Tymczasem jest. Tu obok. I przed nami wszystkimi. Starość.
To bywa niełatwe, ale zauważ ją Człowieku. Wysłuchaj. Może nawet się do niej uśmiechnij.
Ja postanowiłam o niej pisać.

Pozostałe wpisy z cyklu Starość:
O starości.
Dama.
Zakupy za jeden uśmiech.
Ułamki sekund

You may also like

13 komentarzy

  1. Mimochodem poruszyłaś tu ważny dla mnie temat – powinności dzieci wobec rodziców: czy rzeczywiście nie można poświęcać życia dla rodziców i realizować swoje zamiary (bo nasze szczęście to ich szczęście) czy może jednak powinniśmy tak kierować życiem, aby być blisko nich?

    P.S. To jedyny blog, na który regularnie wchodzę, a na posty czekam jak dziecko na Mikołaja xD

    1. To prawda, to ciężki temat, nieraz o tym rozmawiamy. Ja akurat mam wspaniałych kochających rodziców i nie wyobrażam sobie, że mogłabym ich na starość zostawić. Ale wiele bliskich mi osób ma rodziców, od których doznali mnóstwa złego całe życie – i co wtedy?
      Nawet mój mąż, który przeciez jest z Brazylii zaraz będzie miał tam sędziewgo już tatę… a przeciez tu ma żonę, dzieci.
      I kolejna kwestia – ci którzy się poświęcają. Często rodzi to frustrację, która przeradza się w niechęć a nawet nienawiść – też mam taki znany mi przypadek. Córka się poświęca, matka jest stara i wredna na każdym kroku. To jakiś koszmar.
      Stariość to nie tylko my w dalekiej przyszłości, dlatego postanowiłam o tym pisać.
      I dziękuję Ci za takie miłe słowa, dodają skrzydeł <3

  2. Zwykle nie komentuję (choć czytam regularnie i uwielbiam Twój styl pisania), ale ten post bardzo mnie poruszył. Starość to niezwykle ważny temat. Boli mnie to jak na każdym kroku wyłącza się staruszków z życia, nie poświęca się im wystarczającej uwagi wynosząc na piedestał młodość, energiczność i ambicję. Oni też tu są. Dziękuję, że piszesz<3

  3. Zwykle nie komentuję (choć czytam regularnie i uwielbiam Twój styl pisania), ale ten post bardzo mnie poruszył. Starość to niezwykle ważny temat. Boli mnie to jak na każdym kroku wyłącza się staruszków z życia, nie poświęca się im wystarczającej uwagi wynosząc na piedestał młodość, energiczność i ambicję. Oni też tu są. Dziękuję, że piszesz<3

  4. Czytam, obserwuję i zazwyczaj jestem cichą wielbicielką twego słowa. Jednak temat jaki dziś poruszyłaś jest mi bliski. Dziadkowie mojej lepszej połówki serca są dla niego ważnymi personami w jego życiu. Wychowali, wspierali, dali pokłady miłości, naukę ciężkiej i rzetelnej pracy, poświęcili kawałek swego życia i czasu by być i pomagać. Teraz my odwracamy role i zajmujemy się nimi bo w końcu starość to taki inny rodzaj dzieciństwa. Nie uważam tego za poświęcenie, przykry obowiązek bo ich kochamy a ludzi się kocha bez względu na wiek czy lepszy lub gorszy humor. I pewnie my jako dzieci też mieliśmy swoje fochy a rodzice czy dziadkowie dość marudzenia dziecka co ma „chciecia”. Tak teraz ich zgryźliwość to kumulacja doświadczeń życiowych… tak jak naszego już Ś.P. Zgredka – nie bez kozyry takie pieszczotliwe określenie. Człowiek o światłym umyśle i niezwykłej inteligencji a teraz go nie ma. Jest cisza, pusty fotel, pusty kufelek samo warzonego piwka. A my żyjemy, jesteśmy i czasem nawet tego zgredzenia by się posłuchało 😉 Z drugiej strony rozumiem ludzi chcących żyć i korzystać z życia i nie potępiam bo każdy ma wybór. Ważne jednak poczucie że się jest w okół kochających ludzi… czasem telefon czy kartka są na wagę złota a starsze osoby naprawdę czekają na telefon z pytaniem „hej co słychać?” by móc powiedzieć chociaż jak było w kolejce u lekarza. Żyjmy i pamiętajmy i ślijmy uśmiech nawet tym Zgredkom… Pozdrawiam P.S. Przepraszam za chaos w pisaniu, natłok myśli… 🙂

  5. Ah uwielbiam powiadomienia od nowym poście na blogu.
    Saro jestem Twoją ogromną fanką.
    To jak potrafisz ubierać myśli w słowa jest cudowne. Rzadko komentuję ale czytam WSZYSTKO.
    Uwielbiam Cię całą 🙂

    P.S Kiedyś mi się śniło, że jakimś cudem wylądowałam pod Twoim domem i wypiłyśmy razem herbatę 🙂

  6. Ciesze sie,ze ” odkrylam ” Twojego bloga. Z blogami to jest tak ..ze po pierwszym przeczytaniu albo zaiskrzy albo nie..Sugestywnie napisane.Dobre.Poruszasz Wazne tematy.
    Lubie stare,zle kobiety..jak pisal Rozewicz…

  7. Lubie stare,zle kobiety..sa sola ziemi..pisal Rozewicz.Poprawcie mnie jesli sie myle..podobno napisal ten poemat dla swojej tesciowej.:)
    Wazny temat.Potrzebny.Sugestywnie napisane.Fajnie sie czytaTwojego bloga:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.