Łąka kwietna, jak ją wysiać, żeby się udała

Autor: Miss Ferreira

Kochani, myślę jakby tu zacząć bez rzewnego wstępu i niestety nie da się… Te sierpniowe dni sprawiają, że jakieś za mokre mam oczy. Kurczowo łapię to lato i znowu jak co roku, wycieka mi z dłoni przez palce. Zawsze piszecie mi, żebym pokochała zimę, a odejście lata nie będzie mnie tak bolało. Ale to nie tak. Ja biorę pod rękę i jesień i zimę, idziemy zgodnie.
W środku jednak jestem wypełniona tęsknotą za latem. I nic z tym nie zrobię. Czasem tak jest, że nie da podzielić się serca na więcej kawałków.
Myślę, czym jest ten sierpień, bo uczucie mrowienia wewnątrz jest mi bliskie, jakbym skądś je znała. I chyba wiem. To samo czułam, wracając z wakacyjnych obozów jako dziecko.
Dziwaczna mieszanina smutku, radości, zakochania.
Tak czuję cierpień, tfu sierpień.

Tymczasem ogród w pełni. Jest nieznośnie obfity i jakby zmęczony tą obfitością.
Przez ostatnie trzy tygodnie prawie mnie nie było w domu, wróciłam i moim oczom ukazała się łąka kwietna, o jaką walczyłam ostatnie lata.
Kiedy kilka lat temu wpadłam na pomysł łąki, wydawało się to banalne. Złościł mnie bardzo mój Tata, który od początku kręcił nosem, mówiąc „to się nie uda, zobaczysz, że będą same chwasty”.
Kibicowała mi natomiast Mama i to dawało mi nadzieję.
Z ogromną przykrością muszę przyznać, że rację miał Tata… Może nie w pełni, bo nie wyrosły mi same chwasty, były poprzetykane kwiatami, ale jednak nie był to kwietny raj z moich wyobrażeń.
Dziś opowiem Wam o przygodach z naszą łąką, bo choć nie jestem ekspertką, to myślę, że taka relacja laika może być bardziej przydatna, niż profesjonalne poradniki.
Sama korzystałam z wiedzy ludzi biegłych w uprawie roślin i oczywiście cienię sobie tę wiedzę, ale uważam, że profesjonaliści w ogóle nie zakładają, że można niektóre błędy popełnić.

Łąka w tym roku to kosmos, jest niesamowita!

Co się przytrafiło naszej łące?
Trzy lata temu staliśmy przed wyborem, co zrobić z niemal połową naszej działki (całość ma 16 arów). Wpadłam na pomysł łąki kwietnej. Wszystko robiliśmy według zaleceń, a więc: odpowiednio przygotowaliśmy podłoże, wysialiśmy sugerowaną ilość miododajnych roślin, podlewaliśmy kwiaty do momentu, kiedy wzeszły.
I pierwszy sezon z łąką był początkowo udany. Wzeszło mnóstwo kwiatów, które niestety w moment zostały pochłonięte przez agresywne chwasty.
Rok później nie wzeszły już żadne kwiaty, a łąkę porosły niczym dżungla dwie odmiany bardzo agresywnych roślin: bylica piołun i komosa biała (znajdziecie je na zdjęciach poniżej, każdy je zna).
Zarówno bylica jak też komosa pod koniec sezonu mają rozmiar małych drzew, są wysokie na dwa metry i nie ma takiej siły, która wyrwie je z ziemi. Walczyłam z nimi, do krwi raniąc sobie dłonie. Po kilku godzinach w gąszczu okazywało się, że ubyło metra kwadratowego chwastów. To była bardzo nierówna walka do momentu, w którym sąsiad pożyczył mi kosę spalinową.
W tym roku postanowiłam zrezygnować z kilku arów łąki. Przeznaczyłam na nią fragment 3×3 metry i to była bardzo dobra decyzja. Dlaczego? Bo na kilku metrach jestem w stanie zapanować nad chwastami.

Oni zamiast kwiatów sprzedają jakieś chwasty!
Dostaję od Was dużo podobnych wiadomości i moim zdaniem to nie do końca prawda. Naturalnie sama tak myślałam, kiedy moja łąka stała się chwastowym lasem, ale pani w sklepie ogrodniczym wytłumaczyła mi, jak to działa.
Zasadniczo łąka składa się z… chwastów. My mamy w głowie oczywisty podział na wstrętne chwasty i dobre kwiaty. Tymczasem chwasty mają postać kwiatów i są pożyteczne, głównie dlatego, że są miododajne i nie potrzebują wody. Problem polega jednak na tym, że niektóre chwasty są bardzo agresywne i wypierają inne. Dlatego ja zostałam z piołunem i komosą.
Już wiem, co myślicie, po cholerę dodają do mieszanek piołun i komosę? Faktycznie bywają w mieszankach i moja rada – wybierajcie te bez, ale może być też tak, że zdążyły się wysiać w ziemi, którą przeznaczamy na łąkę. Trudno powiedzieć.
Zauważcie, że wszędzie tam, gdzie nic nie wysiewaliśmy i tak coś rośnie. Znamienne, że zazwyczaj są to właśnie… bylica i komosa.

Co powinnam była zrobić, żeby uniknąć wtopy?
Powinnam była od początku wyrywać „chwasty”, czyli rośliny, których sobie nie życzyłam. Niestety na tamtym etapie nie wiedziałam nawet, że tak może się zdarzyć, nie wiedziałam, czym są bylica i komosa, nie miała pojęcia, które ze wschodzących roślin są ok, a które nie. Zresztą, nawet gdybym wiedziała, zupełnie nie wyobrażam sobie, żeby przerobić jakieś 6 arów! Musiałabym robić wyłącznie to całymi dniami.

Co zrobiłam inaczej w tym sezonie?
W tym roku byłam już bogatsza w kilkuletnie doświadczenie prób i błędów:
1. Przeznaczyłam na łąkę maleńki fragment, na którym byłam w stanie zapanować nad chwastami.
2. Kupiłam mieszankę jednorocznych kwiatów, którą poleciła mi pani w ogrodniczym.
3. Regularnie wyrywałam chwasty, mimo że kupiłam mieszankę bez bylicy i komosy. Wyrwałam tysiące tych chwastów, zupełnie sobie nie wyobrażam wykonywania tej czynności na 6 arach.

Co zrobię za rok?
Nie kupię już gotowej mieszanki, ale dla pewności sama ją zrobię. Zamierzam kupić w ogrodniczym osobno wszystkie nasiona. Oczywiście będę musiała na ten temat trochę poczytać, ale to nie problem.

Garść moich rad dla początkujących.
1. Przeznaczcie na łąkę nieduży fragment, który będziecie w stanie regularnie plewić.
2. Obserwujcie, co wschodzi na łące i dowiedzcie się, których chwastów nie chcecie, następnie regularnie je usuwajcie.
3. Nie wysiewajcie więcej nasion niż zalecenia. Ogólnie to jest tak, że dostajecie garstkę nasion z informacją, że wystarczą na 50 m 2. Trudno w to uwierzyć. Taka garstka? Tymczasem każde ziarenko potrzebuje swojej przestrzeni. Zobaczycie, jak szybko rośliny urosną i zaczną się dusić.

Mimo wszystko warto się nie zrażać. Ja już miałam taki moment zwątpienia, że chrzanię tę łąkę, a jednak kiedy w ogrodniczym zobaczyłam mieszanki, serce mocniej mi zabiło i uznałam, że dam sobie jeszcze szansę. Teraz mam ogromną satysfakcję, że w końcu się udało.
Po prostu mierzcie siły na zamiary. Ja wiem, że w miastach są wielkie połacie łąk i jakoś im to wychodzi, ale są od tego ludzie, dla których jest to praca.
To, co naprawdę jest wyjątkowe, to że mamy 3 tydzień suszy, wszystko krzyczy o wodę, a na łące codziennie nowe kwiaty, które czerpią chyba siłę z kosmosu. Niesamowite.

Bardzo polecam Wam dwa pierwsze teksty na blogu o łące: 

  1. Co zamiast trawnika, czyli jak zrobić łąkę kwietną?
  2.  Nasza łąka kwietna po dwóch miesiącach od wysiania. 

Tak wyglądał schyłek zeszłego sezonu, kiedy bylica i komosa mnie przerosły:

A tak wyglądają bylica piołun i komosa biała:

Komosa biała
Bylica piołun

Trzeci sezon łąki i w końcu sukces:

Podobne posty

5 komentarzy

babajaga 9 sierpnia, 2022 - 1:40 pm

Sierpień to niedziela wsród miesięcy 😉 a łąka bajeczna!

Odpowiedź
Ange76 12 sierpnia, 2022 - 7:45 am

Ojcowie tak mają 😀 Mój cały czas powtarza, że te łąki kwietne wyglądają jak nieużytek 😉 Ja się swojej nie dorobiłam. W tym roku wysiałam nasiona łąki kwietnej na jednej z grządek warzywnych, której nie chciałam uprawiać i totalna klapa, wzeszło tylko kilka kosmosów, które zresztą dorzuciłam osobno. Fakt, że ta moja mieszanka na łąkę kwietną nie była tegoroczna i mogła być po prostu stara.
Rozważam, żeby w przyszłym roku jeszcze raz spróbować kupując nowe nasiona (być może tak jak Ty zrobię swoją mieszankę) i zasiać na bardziej nasłonecznionej grządce. Twoje rady na pewno mi się przydadzą.

A z chwastów u mnie są nieprzeliczone ilości perzu czy podobnych do niego dziadostw. Nie ma komosy za to. Każdemu według zasług 😀

Odpowiedź
Ange76 12 sierpnia, 2022 - 7:46 am

I najważniejsze – piękna Ci ta łąka wyszła, warta każdej kropli potu i wysiłku w nią włożonego.

Odpowiedź
Justyna 13 sierpnia, 2022 - 1:09 pm

Ja sobie wysiałam ,,kwietną łąkę” w donicach na zewnętrzym parapecie okna (mieszkam w bloku 🙃). Wyrosła prawie sama koniczyna… ale bardzo ładnie kwitła na czerwono. Teraz w donicach rośnie bazylia i mięta 😊… wymiękłam!!! Ale za rok powtórzę eksperyment 😁!!!

Odpowiedź
Magda M 15 sierpnia, 2023 - 9:20 am

Jak Pani laka wyglada w tym roku?

Odpowiedź

Napisz komentarz