CO ZAMIAST TRAWNIKA? CZYLI JAK ZROBIĆ ŁĄKĘ KWIETNĄ I ILE TO KOSZTUJE

Łąka kwietna to był jeden z tych spontanicznych pomysłów, które wpadają do głowy nagle, w zasadzie nie wiadomo skąd, wydają się genialne w swojej prostocie i możesz ich realizację zacząć od razu.
Kocham te momenty. Czasem oświeci mnie nocą i wtedy nie mogę już zasnąć.
Temat łąk kwietnych zaledwie gdzieś mi mignął podczas przeglądów prasy. Raczej w kontekście miast, że susza, że trawniki nie, łąki tak, nie trzeba kosić, podlewać i jeszcze wspomaga się pszczoły.
– Super – pomyślałam – oby jak najwięcej miast to robiło.
W zeszłą niedzielę wybrałam się jak zwykle na spacer. Szłam, myśląc o niebieskich migdałach, gdy wtem, pośród migdałów wykiełkowała TA myśl. A dlaczego by nie zrobić takiej łąki na naszej działce?!
Trzeba Wam wiedzieć, że pomimo trzech lat od przeprowadzki, dopiero w tym roku startujemy z sadzeniem drzew i organizacją ogrodu. Stało się tak, ponieważ mieszkamy w miejscu, gdzie ziemia jest bardzo piaszczysta i gliniasta, trudna, jeśli chodzi o uprawę roślin. Poza tym działka była pełna nierówności, a nawet dziur. Być może pamiętacie, że w zeszłym roku na początku lata wyrównaliśmy teren. Przyjechało kilkanaście wielkich ciężarówek z dobrą ziemią. Przygotowywanie działki pod posianie trawy było rodzajem mordęgi. Przede wszystkim dlatego, że trafiliśmy na koszmarne upały. Okazało się też, że mój mąż jest zdecydowanie większym perfekcjonistą, niż podejrzewałam i trawa mogła zostać posiana dopiero po wyrugowaniu z ziemi ostatniego mikro kamyczka… Był taki moment, że wydawało mi się, że w końcu przewalimy te kilkadziesiąt ton ziemi i znowu dotrzemy do piachu, bo to normalne, że ziemia w upale zaczyna się zbrylać.
Szczęśliwie nadszedł dzień, w którym Pan Perfekcyjny uznał, że oto nasza działka jest gotowa na przyjęcie nasion. To oczywiście było odrębne przedstawienie, ale ja już w nim nie uczestniczyłam. W tamtym okresie mój mąż dorobił się przydomka „Strażnik Trawnika” i niech to posłuży za komentarz. Wschodząca trawa była karmiona torfem i pojona życiodajną wodą, a mój mąż tak na nią patrzył, że zastanawiałam się, kiedy mnie ostatnio obdarzał takim spojrzeniem.
Jak widać było warto, bo już po kilku tygodniach sąsiedzi zwalniali, mijając naszą działkę i pytali cóż to za trawa, co tak pięknie tu rośnie. Mój mąż puchł z dumy i niby od niechcenia informował, że to trawa taka i owaka.
Postanowiliśmy, że do lipca przygotujemy pod trawnik pół działki, a resztę po powrocie z wakacji.
Coś nam to nie szło. Odkładaliśmy to na kolejne dni aż niespodziewanie przyszła jesień!
No przecież jesienią nie ma co siać trawy. Zima zwolniła nas z prac całkowicie. Tymczasem nieśmiało nadeszła wiosna… Okazało się, że połowę działki przejęły po prostu chwasty.
Czyli teraz mieliśmy kilka razy więcej pracy i jakoś się do niej nie paliliśmy. Zwłaszcza że nadeszła susza i za każdym razem, kiedy podlewaliśmy trawnik, mogłabym przysiąc, że słyszałam tysiące owadów, bzyczących „shame, shame, shame!”.
Ponieważ temat suszy zrobił się niebezpiecznie poważny, zaczęła płonąć Biebrza, a mój tata zasugerował, żeby sprawdzić jak stan wody w studni, stało się dla nas oczywiste, że robienie trawnika w takich warunkach to czysta nieodpowiedzialność.
I właśnie wtedy w duszących oparach suszy, wpadł mi do głowy pomysł, że łąka to jest rozwiązanie dla nas.
Co więcej okazało się, że rośliny, które do tej pory miałam za chwasty, to częściowo gatunki łąkowe. Bo łąka to w zasadzie chwasty, ale te „dobre”.
Wiem to z filmów „Zielonego Pogotowia”, które sumiennie obejrzeliśmy przed rozpoczęciem prac.
Jeszcze tego samego dnia podbiegłam do sąsiada, który ma traktor i poprosiłam, żeby przyjechał, wyrównał teren i zaorał ziemię. Oczywiście już teraz wiem, że to nie było oranie, tylko spulchnianie ziemi kultywatorem.

Jak i gdzie posiać łąkę kwietną?
Dosłownie wszędzie można posiać łąkę kwietną. Wcale nie potrzebujecie do tego kawałka ogródka. Równie dobrze może to być doniczka na balkonie.
Warto to zrobić, to nawet taka mikro łączka jest ratunkiem dla pszczół i owadów.
Jeżeli tak jak my dysponujecie kawałkiem ziemi, to wysianie takiej łąki jest raczej dziecinnie proste i naprawdę tanie (nie ma porównania do kosztów trawnika).
Ziemię trzeba jedynie spulchnić i oczyścić z najgorszych chwastów, czyli tych roślin, które będą dominować i zabierać środki odżywcze waszej łące.
Jeśli macie mały kawałek ogródka, to z pewnością wystarczą do tego grabie i motyka. My mamy niecałe 400m2 i ręcznie to byłoby wiele dni pracy. Traktor zrobił wszystko w niecałą godzinę.
Spulchnioną ziemię oczyszczamy i można siać!
Łąki są super, ponieważ nie potrzebują żadnej lepszej ziemi, ani torfu, ani nawozu. Wyrosną na byle czym jak to łąki…
Jak siejemy? Nam przypadł do gustu sposób Zielonego Pogotowia. Czyli ziarna przeznaczone na 50m2 mieszamy z 1/3 dużego wiadra piachu i staramy się równomiernie wysiać. Piach jest wypełniaczem. Chodzi o to, że inaczej będzie nam trudno nie wysiać ziaren zbyt blisko siebie.
Powinniśmy siać tyle, ile przewiduje opakowanie, nie więcej, bo jeśli rośliny będą miały ciasno, to nie wyrosną tak okazałe, jakbyśmy chcieli.
Po wysianiu przez pierwsze cztery tygodnie pilnujemy, żeby łąka była stale wilgotna. Nie trzeba wylewać na niej hektolitrów wody, ma być po prostu wilgotno.
Kiedy rośliny już wzejdą i się wzmocnią, nie potrzebują naszej ingerencji i właśnie na tym polega piękno takiego przedsięwzięcia.
Łąka raz wysiana może służyć nawet kilka lata, w zależności od tego, ile w mieszankach jest bylin. Poza tym część roślin wysieje się sama. Ale o tym dopiero będziemy się uczyć.
Tymczasem nasze ziarenka już próbują zadomowić się w glebie i właśnie moczy je deszcz. Niestety ptaki są na nie łase, więc mam nadzieję, że coś jednak wyrośnie.
Pytacie, gdzie kupiłam mieszanki ziaren – w sklepie Zielonego Pogotowia jest duży wybór.
Ile kosztowała nas łąka? W sumie 200zł. 100zł za spulchnianie pola, 100zł za nasiona. Wodę do podlewania mamy za darmo ze studni, ale na razie zupełnie za friko, bo pada deszcz.
Trzymajcie kciuki!
Za kilka tygodni robię update tego wpisu.

PS Jeżeli są tu jacyś eksperci w temacie, to wszelkie porady mile widziane <3

Działka przed posianiem łąki


Jak dobrze, że sąsiad ma traktor


Teren gotowy do siania


Nasze mieszanki nasion

You may also like

5 komentarzy

  1. Dwa pytania:
    1. Czy wybieraliście kępy trawy/chwastów po tym jak rozgrzebał to traktor? Czy te resztki po prostu zostały w ziemi?
    2. Czy jeśli działka jest mała i traktor tam nie wjedzie, to poradzi sobie z tym ręczna-spalinowa glebogryzarka?

    1. MM, kępki wystarczy z wierzchu plus to co się wygrabi przy wyrównywaniu (więc i tak najczęściej jest tego sporo, no ale trzeba zrobić nowym roślinom miejsce).
      Glebogryzarka jak najbardziej załatwi sprawę, to bardzo dobry sprzęt, tylko trzeba nią jechać dość głęboko – sąsiad robił trawnik w podobnym czasie co ja i ledwo się w glebę wgryzł, czego efektem są teraz mini’jeziora’ na jego trawniku, ponieważ gleba została zbyt słabo rozbita i kilkanaście cm pod trawą jest dalej ‚skorupa’.
      Jeszcze po każdym przekopaniu (glebogryzarka czy traktorem) tysiące niewidocznych nasionek chwastów wychodzą na powierzchnię, więc najlepiej nie zwlekać z sianiem łąki czy trawnika żeby nie musieć powtarzać czynności i pielic co niepotrzebne na bieżąco 🙂

      Pozdrawiam

  2. Czekam z niecierpliwością na efekt 😀 Też mnie kusi zamienić część trawnika w łąkę, a nawet nie trawnik, tylko mieszankę mchu i chwastów.

  3. Moja trawa jest już do wymiany i też pomyslałam o tej łąkowej bo jest dużo bardziej odporniejsza na brak deszczu a w Polsce klimet się zmienia, więc wybrałaś super! Jestem również ciekawa jaki będzie efekt u Ciebie to czekam na foto ale wydaje mi się, że będzie pieknie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.