NASZA DZIAŁKA ROK PÓŹNIEJ

Pisałam Wam ostatnio o moich porankach. Jak z kubkiem gorącej kawy przemierzam działkę i przyglądam się wszystkim roślinom. To wszystko dlatego, że rok temu o tej porze nasza działka wyglądała jak pozbawiony roślin ugór. Byłam przekonana, że całe lata nam zajmie doprowadzenie jej do stanu, w którym będzie miejscem, gdzie ludzie chcą przebywać.
Tymczasem była pustynią. Do domu wiodły zbite naprędce z palet schody. Zwykłam żartować, że to nasz system ochrony przed złodziejami – nikomu by nie przyszło do głowy, że w domu, stojącym na tak ohydnej działce, do którego wiodą jeszcze gorsze schody, może być cokolwiek godnego uwagi.
Niemniej był element zaskoczenia. Z faweli wchodziło się do pięknego wnętrza. Nic tego nie zapowiadało.
Minął rok. Nasza działka jest zupełnie innym miejscem. W końcu można rozłożyć koc na miękkiej trawie i się opalać. Można też biegać na boska bez obaw, że skończy się gwoździem w stopie, złamaniem otwartym, albo skręconą kostką. Dziś jedynym zagrożeniem są leżące tu i ówdzie kupy psie.
To jeszcze nie jest dziki ogród, o jakim marzę, ale już niedługo…

Kilka słów o działce
Nasza działka jest działką rogową na końcu wsi. Ma to swoje plusy i minusy. Plus jest taki, że z dwóch stron nie będziemy mieć bliskich sąsiadów. Minus – jesteśmy mocno odkryci dla wszystkich oczu, co odczuliśmy szczególnie podczas pandemii.
Dodatkowo nasz kawałek ziemi to… piach. Podczas kiedy w okolicy ziemia jest niezła, my i sąsiedzi zamieszkujemy pustynię.
Myślicie pewnie teraz, po cholerę nam taka działka? Przede wszystkim dlatego, że stoi na niej piękny dom. Poza tym okolica jest bajeczna. Przeprowadzaliśmy się z miasta, gdzie cudze oko zaglądające do naszego życia, było czymś zupełnie oczywistym, więc nie pamiętam, żeby „intymność” była dla nas jakimkolwiek kryterium.
Być może dziś wybraliśmy inaczej. Bliżej lasu i rzeki, ale wtedy zjadłby nas żywcem owady. Zimą, kiedy dni są krótkie i mroczne, a ja niejednokrotnie zostaję na długo sama, ta „bajeczna” ściana lasu za domem pobudzałaby moją wyobraźnię.
Ostatecznie trzeba zadać sobie pytanie, czy lubię miejsce, w którym mieszkam? My po prostu jesteśmy zakochani i nie wyobrażamy sobie innego miejsca na ziemi.
A te drobne mankamenty są do poprawy.

Wyrównanie terenu i trawnik
Być może zastanawiacie się, dlaczego przez pierwsze lata mieszkania nie posadziliśmy drzew. Odpowiedź jest prosta. Ponieważ działka była bardzo nierówna, pełna dołów i w dodatku piaszczysta, wiedzieliśmy, że trzeba ją najpierw wyrównać i nawieźć lepszej ziemi, a potem bawić się w ogród.
Rok temu zamówiliśmy kilkadziesiąt wywrotek, następnie zaczęła się mozolna i ciężka praca nad łataniem działkowych niedoskonałości. Maszyny mogły nas wyręczyć w niewielkim stopniu, ale w ten sposób zrobiliśmy formę na lato 😀
Kiedy już wszystko było równe i wypatroszone z najmniejszych kamyczków, nadszedł wielki dzień, w którym mój mąż posiał trawę, a następnie stracił dla niej głowę. Godzinami potrafił patrzeć, jak ta kiełkuje i pnie się ku niebu.
Był to ciężki czas, bo jak się domyślacie, działka była wyłączona z użytkowania, a życie musiało się przenieść do domu lub poza nią.
Było warto się pomęczyć kilka miesięcy. Teraz jest piękny zielony dywan, który w zasadzie nie wymaga naszej uwagi.
Sialiśmy trawę sportową samozagęszczającą. Bardzo polecam. To trawa, którą użytkowanie stymuluje do rośnięcia.

Tuje
– Nigdy w życiu tuj! – tak mówiłam jeszcze kilka miesięcy temu, bo to drzewa, które wydają mi się oklepane i wszędobylskie.
Tymczasem przyszedł czas kwarantanny i po raz pierwszy zaczął nam zdecydowanie dokuczać brak intymności. Mieliśmy wrażenie, że wszyscy z nudów i braku innych rozrywek, zaglądają nam do życia jeszcze chętniej. Najpierw chcieliśmy obsadzić ogrodzenie brzozami albo żywopłotem grabowym. No tylko jest jeden problem – trzeba czekać latami na efekt, a brzozy i tak nigdy cię nie osłonią. Wszyscy mówili „tuje”. To jest natychmiastowe rozwiązanie. Kupcie większe, od razu dadzą Wam poczucie, że nie jesteście na patelni.
W końcu daliśmy się przekonać.
Moja koleżanka powiedziała, żebym potraktowała tuje nie jako drzewa same w sobie, ale zielone tło dla ogrodu.
Takie spojrzenie na sprawę pomogło mi i teraz na tle tuj sadzimy kolejne drzewa.
I trzeba oddać tujom, że jeszcze tego samego dnia, kiedy otoczyły naszą działkę, poczuliśmy wreszcie, że oto jesteśmy sami. Cudze oczy zostały za zielonym ogrodzeniem.

Taras
Rok temu nasz taras to było kilkanaście dziur w ziemi na legarach, serio!
To była najlepsza decyzja i najlepiej wydane pieniądze ever! Taras stał się przedłużeniem salonu. Spędzamy na nim poranki, długie wieczory i całe weekendy z przyjaciółmi.
Nie mogę się tym miejscem nacieszyć i kiedy mam gorszy dzień, myślę „ale przecież nie mogę być smutna, bo mam taras!”
Jeśli więc zastanawiacie się, czy warto zrobić taras, to O MATKO TAK, WARTO NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE.
Powiem więcej – mnie dom na żadnym etapie nie cieszył jak taras. To stosunkowo niewielki wydatek. Nie trzeba brać na niego kredytu hipotecznego i wykańczać miesiącami. Kilka dni i masz miejsce, które sprawia nieustanną frajdę.

Drzewa
Uważajcie na drzewa, bo można łatwo uzależnić się od ich kupowania!
Niestety niedaleko nas jest szkółka, gdzie można kupić drzewa, które mają po kilka metrów.
To dlatego nasza działka z ugoru zamieniła się od razu w park.
„Niestety”, bo zdarza mi się tam pojechać i spontanicznie kupić dziesięć drzew, a to całkiem co innego niż przeszmuglować do domu majtki z wyprzedaży.
Jakie to drzewa? A no proszę państwa wiśnie, śliwowiśnie, migdałowce, pigwy gruszkowe, wierzby, wierzby hakuro, klony złociste, akacje, złotokapy, jarzębiny, brzozy, sumaki, jabłonie…
Poza tym krzewy… Bzy, jaśminy, żylistki, kalie i całe mnóstwo róż pnących peny lane.
Ostatnio przystopowałam z jednego prostego powodu. Na myśl o tym, że mam kopać kolejny dół, dostaję mdłości.

Łąka
O łące już zostało powiedziane dużo i dręczę Was nią na bieżąco.
Dla tych, którzy nie wiedzą, powtórzę tylko, że w zeszłym roku trawnik zrobiliśmy na 3/4 działki. Resztę zostawiliśmy sobie na „potem”. Nie mieliśmy sił i ochoty o tym myśleć, tak nas wykończyła pierwsza część trawnika.
Kiedy tej wiosny przyszła okropna susza, stało się dla nas oczywiste, że to nie moment na trawnik. Myśl o łące przybłąkała się znikąd, ale uznaliśmy ją za genialną. I rzeczywiście łąka w zestawieniu z trawnikiem to bułka z masłem.
Nie będę Was zanudzać, osoby zainteresowane szerzej tematem odsyłam do TEGO i TEGO wpisu.

Powiem Wam, że nieustannie wzrusza mnie, jak historia zatacza koło.
W trawniku oznaczone palikami się małe świerki. Bezbronne wobec biegających dzieci i atakowane przez trawę. Takie same świerki pamiętam z dzieciństwa. Mama krzyczała, żebyśmy na nie uważali. Dziś to wielkie drzewa, które połykają w dzień słońce i dźgają niebo wierzchołkami.
Wiem, że dzień, kiedy siedząc pod rozłożystą jarzębiną, z rozrzewnieniem wspomnę, jak krzyczałam do dzieci grających w piłkę „uważajcie na drzewka!”, przyjdzie dużo szybciej, niż mi się wydaje.

A na koniec anegdota o tym, skąd się wzięło powiedzenie „trawa u sąsiada jest zawsze bardziej zielona”.
Otóż nasi sąsiedzi to fantastyczni ludzie i gdyby każdy miał takiego sąsiada, to na świecie nie byłoby wojen. Kiedy wyjeżdżamy na dłużej, to oni opiekują się naszym ogrodem i czule podlewają wszystkie rośliny.
Ich działka wygląda jak żywcem wycięta z katalogu ogrodniczego. Miękka zielona trawa, gdzie każde źdźbło zna swoje miejsce. Bujne kolorowe krzewy, pękate drzewa, a nadto porządek, w którym nie ma miejsca na chwasty. Słowem – robi wrażenie. Mój mąż z zachwytem powtarza, że kiedyś u nas też tak będzie, sama zobaczę.
Kiedy więc wpadłam w amok sadzenia, A. z ciekawością przyglądała się, cóż tam nowego wymyśliłam. Ja zaś z utęsknieniem spoglądałam na jej bajeczny ogród, myśląc „matko kochana, kiedy u nas tak będzie”.
Któregoś dnia zobaczyłam, jak drzewo u sąsiadów przeskakuje z miejsca na miejsce. Zaciekawiona tym tajemniczym ruchem, dałam nura w zarośla, a moim oczom ukazała się A. z nowym drzewem, które przekładała z miejsca na miejsce, myśląc gdzie je posadzić.
– O rety, co to drzewo, gdzie kupiłaś?! – zagaiłam natychmiast.
Na to moja sąsiadka odparła:
– Oj kurde, no musiałam jakieś kupić! Mówię do mojego męża „zobacz, jak pięknie jest u Ferreirów, u nas też tak może być!”.

DZIAŁKA ROK TEMU…








DZIAŁKA TERAZ













You may also like

20 komentarzy

  1. Pieknie, ale przyznam szczerze,ze ja jestem jeszcze pod wrazeniem roslin u Twoich rodzicow ktore pokazywalas na stories…dawno nie widzialam tak pieknie zagospodarowanej przestrzenii!!!

  2. Ja też uwielbiam tarasy, mają klimat.. Twój jest fantastyczny i jeszcze łąka kwietna. Cudo! I po cóż jechać do Turcji.. 🙂

  3. Sara, napisz proszę gdzie szukać tej szkółki z pięknymi drzewami! Jestem na etapie budowy domu pod Lublinem i muszę zacząć myśleć o ogrodzie 😉

  4. Cudownie! A mam pytanie o zadaszenie tarasu, bo przed tym aktualnie stoję. To tylko poliwęglan? Macie do tego jakiś żagiel lub markizę? Jak się sprawdza?

    1. Mamy zadaszenie nieco ponad miesiąc, jest super, to się nazywa ondulina poliwęglanowa. Nam nie zależało na zacienieniu tarasu, ale uchronieniu się od deszczu. Nie zauważyliśmy, żeby dach się nagrzewał i nie dawał nam siedzieć na tarasie.

  5. Pięknie. Niesamowite jakiej zmiany dokonaliście! Daj proszę znać czy fotele, które macie na tarasie są wygodne? zastanawiam się nad takimi…

  6. Miska obok basenu na nogi od trawy.. mam tak samo 🙂 Jestem ciekawa łąki za rok, jak wtedy będzie wyglądała.. Planuję taką, gdy chłopcy wyrosną z boiska..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.