NASZA ŁĄKA KWIETNA – AKTUALIZACJA PO DWÓCH MIESIĄCACH OD WYSIANIA

Pozwólcie, że opowiem Wam, jak wyglądają moje poranki. Wstaję najwcześniej, długo przed wszystkimi. Czasem budzę się rześka kilka minut po piątej i to są najpiękniejsze poranki.
Biorę wełniany koc i szczelnie opatulam nim ekspres, tak żeby nie zmącić snu moich domowników. Z kubkiem parującej kawy wychodzę na taras i sprawdzam, co u moich roślin, jak minęła ich noc, czy przybyło kwiatów i liści.
Odkąd posiałam łąkę kwietną, często muszę biec po dolewkę kawy, bo okazuje się, że jeden kubek nie jest wystarczający, żeby zagadać do każdej rośliny. Na widok każdego nowego kwiatka reaguję histeryczną radością i tylko wtedy żałuję, że wszyscy jeszcze śpią, bo mam ochotę wywlec ich z łóżek i pokazać mikroskopijnego nagietka w gąszczu chwastów. Wiem, że by mi tego nie wybaczyli.
Wpis o łące odkładam i odkładam, bo codziennie przybywa kwiatów i pąków. Łąka z poniedziałku to całkiem inna niż ta z piątku. A chciałabym, żeby było widać, jaka jest piękna, choć na ten moment niezbyt fotogeniczna za sprawą zieleni, która jeszcze ją dominuje.
Ale po kolei.
Dziś napiszę Wam o tym, jak sianie łąki wyglądało u nas i co się teraz dzieje. Weźcie, proszę poprawkę, że dopiero się uczymy i jeśli szukacie ekspertów, to polecam, chociażby Zielone Pogotowie.

Łąkę wysialiśmy na początku maja, czyli w czasie, który bardzo temu sprzyja. Nie będę się powtarzać, więc jeśli interesuje Was, jak dokładnie to wyglądało, odsyłam to TEGO WPISU.
Pierwsze dni były trochę stresujące, bo w pewnym momencie byłam przekonana, że wszystko zjedzą ptaki. Jeśli widzieliście wtedy wariatkę, która z wrzaskiem wybiega z domu, wymachując rękami i rzucając kurwami w ptaki, to byłam ja.
Mieliśmy bardzo dużo szczęścia, bo w tamtym czasie codziennie padał deszcz. I to taki idealny, który nawadniał ziemię. W przeciwnym wypadku przez pierwszy miesiąc należy pilnować, żeby łąka była wilgotna. Byłam pewna, że pierwsze rośliny pojawią się dużo szybciej, tymczasem zajęło to przynajmniej trzy tygodnie, co więcej – najpierw urodziły się chwasty. Wyrwałam tylko te największe, których byłam pewna.
Początkowo wyglądało to bardzo kiepsko i chodziliśmy wokół łąki, kręcąc nosem, że nasze oczekiwania były zdecydowanie większe. Pod koniec czerwca wypatrzyłam pierwsze kwiaty. Maki, chabry i koniczynę łąkową. Oszalałam z radości. Wtedy też bliżej przyjrzałam się roślinom i pojęłam, że są tam tysiące pąków, na które muszę poczekać.
Sprawdziły się przepowiednie mojej Mamy, która cały czas uspokajała mnie, że taka jest kolej rzeczy. Najpierw chwasty, potem kwiaty, a chwasty mam zostawić w świętym spokoju.
Ponieważ moja Mama jest właścicielką najpiękniejszej łąki, jaką widziałam kiedykolwiek, słucham jej rad ślepo i z niczym nie polemizuję.
Kazała mi zbierać i suszyć wszystkie przekwitnięte kwiaty, a następnie dosiewać do tego, co już jest. Tak też robię.
Na ten moment łąka pełna jest chabrów i wszelkich kwiatów rumianko podobnych. Są goździki, nagietki, cynie, koniczyna łąkowa, astry, cefalie.
I chociaż ze względów estetycznych, czekam na więcej kwiatów, to główny cel został osiągnięty – na łące roi się od pszczół i motyli.

Zalecenia mojej Mamy są takie – dopiero jesienią, kiedy wszystko przekwitnie, mogę oczyścić łąkę z chwastów. Wtedy też należy ją po prostu skosić, bo nasiona już zdążą się wysiać.
Na wiosnę mam spodziewać się szalonego wybuchu kwiatów, których liczba zdominuje już chwasty.
Niemniej Mama wciąż mnie zapewnia, że jeszcze w tym roku łąka będzie prawie jak ta jej. Ciągle wątpię…
Jeśli więc macie w planach swoje łąki, moje doświadczenie (i mojej Mamy też) pokazuje, że pierwsze dwa-trzy miesiące bardziej odbierają nadzieję, niż ją dają. Nie wolno się poddawać i trzeba cierpliwie poczekać.

ŁĄKA DWA MIESIĄCE TEMU

ŁĄKA TERAZ












A NA KONIEC ŁĄKA MOJEJ MAMY…

You may also like

12 komentarzy

    1. Szczerze, to w ogóle w tym roku nie mamy problemu z kleszczami. Zresztą łąka nie jest jakimś zagrożeniem, bo jest wysoka i nikt tam nie chodzi.

  1. Umieram z zazdrości 😉 Cudowna! Nie mam warunków, ale i tak zawsze marzyłam właśnie nie o równiutkim trawniku, tylko o takiej łące.
    Przynajmniej jakoś nie koszą w tym roku w Warszawie i wszędzie dzikie chaszcze: w parku, na nasypie kolejowym, na pasie zieleni między jezdniami…

  2. Przejeżdżałam ostatnio koło Waszego domu rowerem i widac już tą Łąkę przez duże Ł!.Jest pięknie😊 rozważam posianie i u siebie, dzięki za inspirację, ☺

  3. A nie macie problemu z nadmiarem pszczół? Obawiam się tego przy moim szalonym psie, który ganiałby za każdą, a jak go użądli jakaś to płaczu i nerwów jest ponad limit.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.