PATRZEĆ CUDZYMI OCZAMI…

Jest 28 marca 2018 roku. Już od kilku dni wiosna. Na drzewach kwitną białe pąki śniegu.
Kiedy rano wyszliśmy przed dom i zastaliśmy całą okolicę nastrojowo otuloną białą pierzyną, Marynia rozeźlona, wycedziła przez zęby „mam ochotę podpalić ten śnieg”.
Śnieg w marcu to problem wielkiej wagi, ponieważ każdy zimowy dzień marca, to jeden dzień mniej wiosny dla mnie. Tak to widzę.
Chciałam posiać wiosnę u siebie w kuchni, ale wyobraźcie sobie, że nawet rzeżucha czuje, że nie ma sensu kiełkować. Co więcej – kupiłam żonkile. Dwa bukiety. Pozostały zatrzaśnięte w swoich pąkach aż uschły!
Z przestrachem zerkam ku naszemu gniazdu bocianów, czy bociany lepią bałwany? Czy chętnie zamieszkają w iglo?
Zabrałam wobec tego psa na spacer i kiedy pochłonęła mnie metrowa zaspa, zagroziłam stanowczo: „Dosyć ty głupia Zimo! Powiem wszystko teściowej”. Po czym rozżalona wysłałam jej zdjęcia tej zimowej hekatomby.
No i wyobraźcie tylko sobie, że teściowa stanęła w obronie zimy. To jest mało powiedziane! Ona w ogóle nie zrozumiała problemu oraz jego rangi.
Zachwyciła się zimą. Serce jej z żalu pękło, że wyjechała, nie złapawszy jej w ramiona.
Kiedy ona oddawała się temu niedorzecznemu panegirykowi ku czci zimy wiosną, ja przypomniałam sobie brata mojego męża i jego reakcję na śnieg.
Jak prawie wyskoczył przez okno na widok unoszących się w powietrzu białych płatków. Jak łapał je w ręce i śmiejąc się, ale ze łzami w oczach, krzyczał „śnieg! Prawdziwy śnieg”.
A więc dla nich, tych zepsutych słońcem Brazylijczyków, śnieg jest tym, czym dla nas zorza polarna.
Wróciłam do rozmowy z teściową, która zacięła się na słowie „cudownie”.
– Wiesz, co ja bym zrobiła na twoim miejscu? – zapytała podekscytowana.
– No co? – odparłam, łudząc się, że powie coś w stylu: „pierdolnęłabym wszystkim i przyleciała do Brazylii”.
– Wyjęłabym wszystkie ozdoby świąteczne, przystroiła dom na nowo, włączyła kolędy i udawała, że jest grudzień, jak na filmach o Kevinie! I wspaniałe białe święta, o jakich marzyłaś! Tak bym zrobiła.
Nie myślcie sobie, że skorzystałam z tej absurdalnej porady. Chociaż wiem, że gdyby teściowa tu była, to nasz dom skrzyłby się właśnie świątecznymi światełkami. Bo w jej świecie wszystko jest umowne i prawie wszystko zajebiste, jeśli spojrzysz na to z odpowiedniej strony.
Wracałam więc do domu, nie tyle z zamiarem lepienia uszek do barszczu, co odrobinę mniej nabzdyczona. Podniosłam z ziemi tę rzuconą Zimie rękawicę i dałyśmy sobie na zgodę.

Latem, kiedy jeszcze wspólnie chodziłyśmy na spacery, teściowa potrafiła wpaść w zachwyt nad najpodlejszym chwastem. Znosiła je do domu maniakalnie i mościła w wazonach, gdzie faktycznie – nabierały szlacheckości.
Albo wrony, których nie ma w Brazylii – najukochańsze ptaki mojej teściowej, które nawet uwieczniła na jednym z obrazów. Podług niej – najpiękniejsze, najwdzięczniejsze z ptaków.
Kiedy ja z odrazą przyglądałam się, jak zachłannie pastwią się nad truchłem lata, zwiastując jesień, ona pod wpływem ich uroku, stała urzeczona, łapiąc wrony w sieć zdjęć.
Zresztą tu w Polsce, po raz pierwszy doświadczyła wspomnianej jesieni.
– Jestem malarką, zjechałam pół świata, mieszkałam na wyspie na oceanie, ale nie widziałam niczego piękniejszego – mówiła, patrząc, jak zachodzące słońce podpala liście na drzewach złotą łuną, a następnie wszystko wybucha pożarem barw.
Jabłonie zaś wywoływały w niej dokładnie te same uczucia, jakie w mieszkańcu Europy Wschodniej, wywołują palmy. Czysta egzotyka.
Któregoś dnia znowu obudził mnie krzyk. Oto niebo wypuściło z uścisku pierwsze nędzne listopadowe płatki śniegu. Ginęły nie dotknąwszy ziemi. Przywitał je za to wrzask radości mojej teściowej: „Śnieeeeeeeeeeeeeeeeeg!!!!”.

Po jej wyjeździe obiecałam sobie, że będę patrzeć na ten mój spowszedniały świat jej oczami.
Regularnie o tym zapominam. Ale teraz sobie myślę, że przydadzą mi się te jej oczy na upierdliwy początek wiosny.
I że w ogóle, kiedy nasze oczy zawodzą, to warto czasem użyć cudzych.
Tylko nie dosłownie!

Zresztą, pamiętajcie. NAJLEPSZE DOPIERO PRZED NAMI. Jeśli wytężyć ucho, słychać jak młody ziemniak z koperkiem, wyznaje nam miłość.
PS Urodziłam się 20 kwietnia, w Wielki Piątek, podobno była straszna śnieżyca.

You may also like

15 komentarzy

  1. czyli coś w tym jest , ja sie urodziłam 26 kwietnia ;), ale na temat pogody niestety juz nie mam kogo zapytać , ale wiem ,ze to był czwartek 😉

    cieszymy sie mimo wszystko z drobnostek , nawet tego „…” sniegu wiosną , a przeciez jest też druga strona medalu , możecie sobie teraz ulepić zająca ;);p
    Wesołego Alleluja!

  2. Z samego opisu już uwielbiam Twoją teściową ;D i wiesz co? Chyba zrobiłabym zupełnie podobnie: wyjęłabym lampki świąteczne, ozodby pełne puchu i cieszyła się zimą. Lato przecież i tak kiedyś nadejdzie, a trzeba się cieszyć tym, co jest teraz i tu 😉 W końcu śnieg jest naprawdę magiczny! <3

  3. Twoja teściowa jest niesamowita, ale coś czuję, że on to jest jednak taki wyjątek od reguły.
    U mnie dzisiaj było tak ciepło, że siałam trawę, a jakbym zdjęła bluzę to mogłabym się nieźle opalić 🙂 i to jest boskie uczucie, więc przesyłam Ci trochę tych promieni 😉

  4. Przyklaskuję teściowej! Od 4 lat mieszkam w Kolumbii i bardzo mi tu brakuje pór roku. W ostatnie święra Wielkiejnocy w Polsce brodziłam po kolana w śniegu 🙂 pięknie było. A tegoriczna wizyta okołobożonarodzeniowa zdecydowanie rozczarowała brakiem śniegu i, o zgrozo, dodatnimi temperaturami. Pozdrawiam z muasta wiecznej wczesnej jesieni!

    1. No własnie – w Brazylii tez nie ma pór roku, mi czasem się wydaje, że mogłabym mieć niustające lato, ale pewnie bym zatęskniła za jesienią 🙂

  5. Maj Saro, już wkrótce maj! Gdy myślę o tej błogości, która nadchodzi zawsze gdzieś tam przychodzi mi na myśl Twoja osoba, która wiem, że czeka tak samo mocno na ten czas. Pamiętam jak dopiero co czytając Twój post żegnałam się z latem, którego przyjście było tak odległe jakby w sumie w ogóle miało nie nadejść. Patrząc w kalendarz mimo tej szarości na zewnątrz i tak mam motyle w brzuchu. Nasza wiosna Saro to kwestia dni, a później będzie maj, którego nawet chyba nie powinno określać się wiosną, maj to maj,już prawie to mamy!

  6. Dziś było całkiem znośnie :)…. I przebiśniegi w ogródku mamy zakwitły, a skowronki drą się jak szalone :D… uwielbiam moją wiochę :).
    Wesołych Świąt :)!!!

  7. Fajna Babka z tej Twojej Teściowej, moja również jest wspaniałym człowiekiem i inspiracją dla mnie:)
    Dlatego też nie rozumiem żartów o teściowych.
    Pozdrawiam.

    1. A ja w gruncie rzeczy rozumiem – widzę mnóstwo beznadziejnych relacji teściowa-synowa, całe życie dotyczyło to choćby mojej mamy. Ja i Ty mamy szczęście posiadać fajne teściowe.
      Był u mnie na blogu nawet o tym wpis i ogromna ilość komentarzy, gdzie przeważały te smutne – dziewczyny żyją z teściowymi, jak pies z kotem 🙁

  8. Witaj,

    Czytuję Twój blog z przyjemnością. Dziś nadrabiam zaległości i jaka niespodzianka dowiedziałam się, że podobnie jak ja urodziłaś się 20 kwietnia! Niesamowite!

    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.