PIERDOŁY MOJE POWSZEDNIE

Nie wybiegam myślami, planami, marzeniami za bardzo w przyszłość. Nie do końca zgadzam się z tym, że ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy. Zdecydowanie bardziej bliska jest mi ta filozofia uważności, bycia tu i teraz. Widuję zbyt wielu ludzi, którzy radość z życia odkładają na jutro. I zawsze zawsze mi ich żal. Myślę wtedy – kiedy, jak nie teraz?
Dostaliśmy na ślub drogocenną francuską zastawę. Byłam nią zachwycona. Mieszkaliśmy w bardzo skromnych warunkach i mieliśmy niewiele, ale zastawa była królewska. Kiedyś zajrzała do mnie w odwiedziny sąsiadka – starsza pani i kiedy zobaczyła, że moim malutkim dzieciom serwuję plebejskie mielone na królewskiej zastawie, złapała się za głowę:
– Takie talerze dawać dzieciom?!
– A komu innemu? – dopytywałam
– No dla jakiś ważnych osób – wyjaśniła.
– Ale to są najważniejsi ludzie w moim życiu! – odparłam.
Oczywiście doskonale wiem, że sąsiadka nie miała złych intencji. Rozumiem skąd w pokoleniu naszych rodziców i dziadków to chorobliwe czasem dbanie o rzeczy materialne. Przyszło im żyć w czasach, kiedy nie było niczego. Do dziś myśl o zastępach skarpet, cerowanych przez moją mamę, rozczula mnie do żywego.

Kiedy niedawno powiedziałam koledze o tej zastawie, oburzył się i powiedział, że jestem zepsuta dobrobytem, bo nie muszę nawet tych talerzy szanować. Jak mi się znudzą albo potłuką, to kupię sobie nowe.
Ale to całkiem nie tak! To chodzi o to, żeby z tych talerzy jeść. Bo szlag mnie może jutro trafić i zostaną po mnie zakurzone talerze, które czekały na królewską wizytę. I właśnie tego nie chcę.
Nie chcę nigdy być jedną z tych osób, które powiedzą: „nie wiedziałam, co mam, dopóki tego nie straciłam”.
Wiem, co mam.
Oto pierdoły moje powszednie:
1. Kiedy odwożę dzieci do szkoły i wracam. W domu jest zupełna cisza. Chłonę ją jak nienormalna.
2. Poranna kawa – zapach mielonych ziaren.
3. Spacer z Ferą.
4. Wciągający serial – ja właśnie skończyłam Big Little Lies.
5. Wieczorna lampka wina.
6. Kiedy jadę po dzieci do szkoły, a oni stoją w oknie i mi machają.
7. Czółenka na małym obcasie w kolorze khaki, które kupiłam na promocji i tak bardzo będą mi pasowały do wszystkiego.
8. Kominek i ogień w kominku.
9. Powrót do ciepłego domu.
10. Zupa ogórkowa.
11. Wybieranie kalendarza na nowy rok!
12. Wieczorne seanse „Przyjaciół”, kiedy zaśmiewamy się do rozpuku po raz nie wiem który.
13. Wstawanie, kiedy cały dom jeszcze śpi.
14. Jedzenie na królewskiej zastawie.
15. Sobotnie leniwe śniadania.
16. Piątkowe wieczory.
17. Weekendy z przyjaciółmi.
18. Muzyka, muzyka! Soundracki filmowe – polecam Big Little Lies. Nigdy nie nudzi mi się też Django.
19. Mój nowy zegarek.
20. Pisanie.
21. Kiedy jest wena!
22. Znowu przesypiam całe noce.
23. Moje dzieci już prawie nie chorują.
24. Miła wiadomość od czytelnika.
25. Głupawka.
26. Świeże kwiaty w domu.
27. Dom przystrojony świąteczne.
28. Zapach polan.
29. Czekanie na wiosnę.
30. Że mam się komu wypłakać.
31. Że mam z kim dzielić radości.
32. Że domownicy wybaczają mi moje fochy.
33. Że nie jestem obrażalska.
34. Krzesło kupione za 10zł i przemalowane na nowo.
35. Podcięte końcówki włosów.
36. Cały dzień w piżamie.
37. Druga kawa w ciągu dnia.
38. Chałka z masłem!
39. Kiedy się napracowałam i mogę odpocząć.
40. Kiedy dzieci śpią.
41. Skarpetki do pary.
42. Posprzątany dom.
43. Kiedy w leniwy niedzielny poranek przybiegają do naszego łóżka dzieci.
44. Kiedy nie trzeba nastawiać budzika.
45. Kupienie czegoś bez wyrzutów sumienia.
46. Obiad na mieście.
47. Pusty kosz na pranie.
48. Pracująca zmywarka.
49. Powiedzenie komuś komplementu.
50. Jazda samochodem. Uwielbiam!

Czekam na Wasze pierdoły powszednie. Pamiętajcie o nich!


sukienka i torebka – lumpeks
futro – Stradivarius (sprzed roku
beret i rękawiczki – Monika Kamińska
naszyjnik – Apart

You may also like

56 komentarzy

  1. Bo chyba warto celebrować każdy dzień 🙂 Postanowiłam codziennie wypisywać jedna pozytywną rzecz która się wydarzyła. I tak ciężko mi taka znaleźć każdego dnia. Ciężko ponieważ właśnie nie widzę tych małych rzeczy. A dzisiaj był ciepły, słoneczny dzień choć odrobinę wiało tak że nam bramę nieco w pracy wyrwało. Ale odziwo wszyscy byli mili. A ktoś kto nie odzywał się do mnie od dwóch miesięcy chyba próbuje naprawić nasza relacje. Brakuje mi jej więc chyba czas na przebaczenie. 🙂

  2. Jak ja uwielbiam czytać Twoje posty! :*
    Opisałaś dokładnie to, o czym ostatnio myślałam. Przypomniało mi się przy okazji, jak podczas wycieczki na Sycylię dostałam ślinotoku na widok tych wszystkich włoskich pyszności, które krzyczały do mnie na każdym kroku. Miliardy, ba tryliardy kalorii. Pomyślałam wtedy: czy wolę umrzeć gruba, czy żałować na łożu śmierci, że tego wszystkiego nie spróbowałam. Odpowiedź wydała się oczywista :). Analogicznie: czy ktoś na łożu śmierci pożałuje zbitego, nawet nie wiem jak cennego, talerza? Nie. Bardziej prawdopodobne jest uronienie łzy z powodu tych wszystkich utraconych okazji. 🙂
    Ściskam!

  3. Jak ja uwielbiam czytać Twoje posty! :*
    Opisałaś dokładnie to, o czym ostatnio myślałam. Przypomniało mi się przy okazji, jak podczas wycieczki na Sycylię dostałam ślinotoku na widok tych wszystkich włoskich pyszności, które krzyczały do mnie na każdym kroku. Miliardy, ba tryliardy kalorii. Pomyślałam wtedy: czy wolę umrzeć gruba, czy żałować na łożu śmierci, że tego wszystkiego nie spróbowałam. Odpowiedź wydała się oczywista :). Analogicznie: czy ktoś na łożu śmierci pożałuje zbitego, nawet nie wiem jak cennego, talerza? Nie. Bardziej prawdopodobne jest uronienie łzy z powodu tych wszystkich utraconych okazji. 🙂
    Ściskam!

  4. Nie na temat, a może właśnie na temat – o rany, boska stylizacja! A o fryzurze takiej jak na zdjęciu marzę, ale ostatnio, kiedy już zebrałam się na odwagę i u fryzjerki o takie właśnie cięcie poprosiłam, usłyszałam: nie obetnę pani, bo żal mi pani długich włosów :]
    A co do talerzy: ja miałam takie perfumy, ukochane, bo otrzymane z okazji walentynek w piętnastym roku życia, szalenie (wg mojej skali) drogie, francuskie, prawdziwe, takie że ło! I przez 3 lata trzymałam je w szafie, zerkając ukradkiem i ścierając z nich kurz. Aż w końcu właśnie dotarła do mnie przemijalność losu i pozbyłam się tej nieśmiałości w użytkowaniu rzeczy. Tyle tylko, że takie decyzje, żeby być bardziej tu i teraz i cieszyć się tym co jest, zamiast odkładania wszystkiego na kiedyś, muszą być podejmowane ciągle na nowo, bo czczenie rzeczy jest częścią konsumpcjonizmu, w którym żyjemy i przenika nas na wskroś…

    1. Mi też długo fryzjerzy mówili – żal ciąć. Teraz mam krótkie i nie wiem czy kiedykowiek czułam się w innej fryzurze równie dobrze. Ale to oczywiście indywidualna sprawa.
      A co do konsumpcjonizmu – ja myślę, że własnie taka uważność pomaga się na ten konsumpcjonizm uodpornić. Wystarczy spojrzeć na komentarze – „chałka z masłem, cisza, muzyka”. Kiedy byłam młodsza lubiłam zakupy, to mi dawało takie chwilowe zadowolenie. Uważność sprawiła, że coraz mniej cieszą mnie w ogóle rzeczy materialne. To sprawia, że wybieram je ostrożniej, jestem wybredna i z kolei świadomy zakup bardzo mnie cieszy. Jako przykład mogę podać okularyRay Ban, które kupiłam w zeszłym roku. Wydałam na nie – w moim odczuciu mnóstwo pieniędzy – 700zł. Ale jak daję słowo – ciesza mnie codziennie. Ciągle mi się nie znudziły. Wcześniej kupiłabym penie ze 20 par jakiejś chińskiej szmiry – co jest własnie przejawem konsumpcjonizmu.
      🙂

  5. Chałka z serkiem Maćkowy, kawa pita rano w łóżku wśród lalek i psiego patrolu, piękne niebo, brak suszarki z praniem zostawiające pół pokoju (nieistotne że wcale nie znaczy to że kosz na brudy jest pusty), wizyta u fryzjera, wklepanie w siebie wieczorem balsamu do ciała, obiad u mamy, czytanie bloga Sary F. Dziękuje że piszesz

  6. Zdecydowanie promienie słońca wpadające z rana przez okno. Słuchanie muzyki przez słuchawki. światło i zapach waniliowych świeczek. Wstawanie troszkę wcześniej niż zazwyczaj by w spokoju wypić jeszcze ulubioną ciepłą herbatę <3

  7. Satysfakcja gdy moje dziecko wreszcie zaśnie i myśl o wieczorze dla siebie, ciepła kąpiel, czas na balsam do ciała i serum do twarzy, czytanie książek, spanie ciągiem bez pobudek w nocy, poranna kawa w łóżku, uściski/całusy/tulenie córki, czytanie bajek, choć pięć minut ciszy, chałka z serkiem Maćkowy, kolor nieba, kształt chmur, śnieg którego nie muszę odśnieżać, oczekiwanie na święta i ozdoby świąteczne, makowiec i zupa z suszu wykonana przez mamę, pierogi, śniadanie zrobione przez męża, otrzymywanie laurek od dziecka, czysty dom, brak prania do zrobienia, świeża pościel, Kuba Badach, spacer, wiosna, piasek plażowy pod stopami, zapach deszczu, Friends…czytanie Twojego bloga. Dziękuje że piszesz

      1. Sara, u mnie też czytanie Twojego bloga jest na liście 🙂 I bardzo mi się podoba ten post, bo jedną z rzeczy które chcę robić często i świadomie w nowym roku to zapisywać te drobne przyjemności w nowym małym notesie, który będzie mi przypominał jak dobre mam życie. Sprawi mi to przyjemność tym większą, że chociaż dotąd dostrzegałam je (może nie tak często, ale w zeszłym roku częściej) to szybko zauważyłam ile to radości można sobie sprawić na co dzień i kosztuje to naprawdę niewiele. Co dobrego dzisiaj? piękne niebo, poranne przytulenia do bliskiej osoby, smaczne jedzonko zrobione do pracy, herbatka w ulubionym kubku, miła atmosfera w biurze a za chwilę spacer a potem czytanie książki w kawiarnioksięgarni 🙂

  8. Radość kiedy Sara F dodaje wpis.

    Chyba musze spróbować chałki z serkiem Maćkowy, bo widzę go w kilku komentarzach..czy coś przegapiłam, Magda gessler polecała?

    1. Och <3 Dziękuję!!!
      No ale ej, nie próbowałas chałki z masłem? No to Dziewczyno czym prędzej! Przeciez to jest przyjemność nieziemska.

  9. A ja uwielbiam: 1-codzienne pytanie od dzieci:”mamo a cio ci się dzisiaj śniło?”, 2-kawę, 3-autobus na czas, 4-zapach terpentyny i farb olejnych, 5-głośna muzykę w samochodzie jak jadę bez dzieci, 6-głośne śmianie jak jadę z dziećmi, 7- pretaporte, 8-podwieczorek, 9-wakacje, 10- 22:22 i względną chwilę dla siebie… Pozdrawiam

  10. Znowu jesteś;-) jak miło:-)
    Do radości z tych codziennych pierdoł trzeba dojrzeć, zmienić optykę 🙂 kawa? lepiej smakuje w najlepszej filiżance, nie w kubku co pamięta minioną dekadę. A jednak w koronkowych figach mam zgrabniejsze pośladki niż w tych babcinych pantalonach:-) niby pierdoła, ale jak nie teraz to kiedy? Będąc dobra dla siebie, będę lepsza dla innych…:-) to niepodważalny argument:-)

  11. Kawa. Moja kawa w mojej filiżance, uszczerbionej przez ząb czasu ale to Ta porcelana;-) Grzanka z masłem i jajko, idealnie na miękko czyli bez jakiegokolwiek gluta. Nowa książka z księgarnianym zapachem i nieotwartymi stronnicami. Tete-a-tete z ulubionym miesięcznikiem. Rozmowy z tysiącem słów lub milczeniem. Spokój i cisza, domu bez domowników i gwar, tumult kiedy wszyscy chcą czegoś naraz i w tym samym momencie koniecznie muszą o tym powiedzieć. Kraków o 5 nad ranem. Buziak w drzwiach na dobry dzień. Każde miłe słowo wypowiedziane i dostane. Uśmiech, dotyk i spojrzenie
    Ps. Droga Saro jak dobra chwilo, trwaj i pisz!

  12. Saro, chwile z Twoim blogiem to też takie moje momenty…
    Ja mam jeszcze radość z wymytej podłogi, jak żaden okruszek nie przyczepia się do skarpet i latem do tych cudownych pierdół zaliczają się kwiaty i koncert pszczół wśród nich. To taki mój moment, miejsce dla moich myśli.

  13. To, w jaki sposób i co piszesz sprawia, że człowiek przystaje na chwilę i naprawdę zastanawia się nad tym, co w życiu ważne 🙂
    Dziękuję, że mogę to czytać!
    Pozdrawiam :*

  14. Moje pierdoły: obudzić się rano i nie musieć wstawać, zobaczyć dzieciaczki wracające ze szkoły, wypić kawę z moim mężem -TYLKO TYLE I AŻ TYLE:)!!
    Widzę, że Twoje lumpeksowe szaleństwo trwa! Ja już dawno nic nie wypatrzyłam a szafa woła:kup coś nowego:)

    1. O ja też już daaaawno nie byłam. Torebka jest może sprzed 8 lat (jak nie starsza), a szlafrok, który udaje sukienkę sprzed kilku miesięcy.

  15. 1. Syk kafetiery o 5:30 każdego ranka. Pierwszy łyk gorącej kawy i kawałek gorzkiej czekolady.
    2. Poranny Millermilk o smaku kokosowym lub pistacjowym.
    3. Świeżo zrobiona piękna hybryda
    4. Ta piękna nowa czerwona minispódniczka. I ta ładna nowa koszula w groszki.
    5. Nowa koronkowa bielizna.
    6. Luksus godzinnej wspólnej drzemki z Mężem po powrocie z pracy,
    7. Drobne regularne prezenty od Męża w postaci egzotycznych owoców- granat, mango, melon..
    8.Weekendowe caprese pachnące świeżą bazylią.
    9. Treningi ze skakanką, z hula hoop. Do nowej playlisty
    10. Taaaaak, wieczorna lampka wina
    11.Poranne rozciąganie. Wieczorne rozciąganie.
    12. Spacer po lesie – zimowym, jesiennym, letnim, wiosennym..
    13. Samotne pływanie w bardzo głębokim basenie.
    14. „Włoski na obcasach” w drodze do pracy.
    15. Snucie wspólnych planów na temat przyszłego domu…. Bliska perspektywa przeprowadzki.
    16. Brzdękolenie na fortepianie. Radość, gdy nowa melodia brzmi coraz lepiej.
    17. Radość, gdy nowy przepis wyszedł idealnie,
    18. Nowe słuchawki ze świetną jakością dźwięku, kilka giga pięknej muzyki.
    19.Skajpowe rozmowy z koleżanką z Irkucka.
    20.Regularnie rosnący bukiet zasuszonych róż.
    21.Świeżość wody termanej na buzi w dusznym biurze.
    22.Pieczone bakłażany, odtwarzanie sycylijskich smaków w domowym zaciszu, z włoską muzyką w tle
    23. Odgłos spływającego do kieliszka zimnego prosecco.
    24 Widok wszytskich mężowskich koszul wypranych i wyprasowaych, równiutko powieszonych.
    25. Ekscytacja, gdy wczorajsze drobne wyzwanie jest dzisiejszym drobnym sukcesem.
    26.Deska serów z konfiturą żurawinową zamiast obiadu.
    27. Śmianie się do rozpuku
    28. Kolor gęstej czupryny mojego Męża- miód i orzechy…
    29. Oglądanie zdjęć z dzeciństwa -moich, rodzeństwa, Męża, przyjaciół…
    30. Coroczne odliczanie dni do wyjazdu nad morze!
    … i Twoje nowe posty <3.

  16. Tu i teraz… staram się tego nauczyć i :)… zaczynam czynić postępy!!!

    Haha… choć tu i teraz jest mało przyjemnie…. czekam właśnie na wizytę u chirurga szczękowego…. chwała Bogu, że w szpitalu jest wf, bo książki zaś zapomniałam :)!!!

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)!!!

  17. Moje pierdoły: weekendowe śniadania we dwoje, przytulanie przed snem, malowanie obrazów, wieczorna jazda samochodem z dobrą muzyką w głośnikach, gotowanie (kiedy mam na to ochotę), dobry koncert, wyjście do teatru, dobry film. Dzięki Sara za ten wpis i przypomnienie o tych pierdołach. 😉

  18. Mam podobne odczucia co ty, przez co często jestem odbierana jako osoba… arogancka. Co do małych przyjemności, żyję na wsi, pracuję w mieście, w moim przypadku sprawdza się ten układ. Czas gdy wracam do domu lubię spędzać na wyciszeniu i rozdzieleniu tych dwóch stref życia. Nie mam dzieci, mam dwa bardzo aktywne psy. Uwielbiam otwierać bramę i słuchać jak zbiegają po schodach, bo obserwowały mnie przez małe okienko na klatce schodowej, otwierać drzwi i widzieć jak się cieszą, że wróciłam. Uwielbiam delektować się ciszą kiedy z nimi spaceruję, chłonąć krajobraz i ten zapach mgły, rosy, mrozu, deszczu. Uwielbiam weekendowe wypady „do miasta” kiedy zupełnie inaczej je odbieram będąc tam dla przyjemności a nie w pracy. Uwielbiam kawę od męża rano. Wg uwielbiam spędzać czas z mężem, człowiekiem którego wybrałam. Mało jest osób które same świadomie wybieramy. Uwielbiam długie i późne śniadania w weekend. Uwielbiam mieć pomalowane paznokcie i ładną bieliznę. Uwielbiam chodzącą pralkę i zmywarkę bo wtedy czuję że daję radę. I wiele innych. Jest to moja celebracja codzienności, bo każda z wyżej wymienionych rzeczy jest dla mnie ważna.

    1. Jak dobrze wiedziec, ze sa na swiecie ludzie odbierani arogancko, ale dla nich samych normalni i wymagajacy pewnych standartow. Pozdrawiam. Dajecie nadzieje na spotkanie ludzi myslacych inaczej i normalnie 🙂

  19. Ja jestem fanką księżyca i uwielbiam go obserwować. Uważam go za najbardziej szaloną i nieprzewidywalną rzecz na naszym niebie. Mam nawet podejrzenie, że w poprzednim wcieleniu byłam Czarodziejką z Księżyca 😀
    Ale przyznam, że nie do końca podzielam Twój punkt widzenia w sprawie zastawy. Lubię mieć rzeczy tzw. „kościołowe” czyli takie, które wyciągam w niedzielę, albo na jakieś uroczystości. I niekoniecznie musi to być wizyta królowej, ale np. urodziny, święta czy spotkanie z przyjaciółkami. Wtedy takie przedmioty jeszcze bardziej podkreślają uroczysty nastrój.

  20. Przeczytałam „zapach kolan” i ta chwila… dłuższa chwila przez którą zastanawiałam się o co kaman… i tam myśl, że przecież zawsze chłonę wszystkie wpisy jak szalona, że zawsze są takie… po mojemu. Ale ten zapach kolan. Jak doczytałam, że chodzi o polany to i tak jakoś mi te kolana utkwiły w głowie 😉 Cudna lista 🙂 W Nowym Roku mogę życzyć jedynie jej poszerzenia 🙂

  21. Wieczory przy lampce wina, wspólne oglądanie wciągającego serialu z moim M, czytanie inspirujących blogów (większość Twoich wpisów mnie inspiruje i wywołuje emocje, jak Ty to robisz?), spacery, patrzenie na niebo i chmury, nowo zrobione paznokcie, wstawanie na tyle wcześnie by zdążyć zrobić staranny makijaż i wypić herbate, krótkie wycieczki, poznawanie nowych potraw i smaków, czytanie książek ❤️

  22. Wyczekiwałam.. Zaglądałam na Ferreirowego bloga.. I się doczekałam❤
    Moje pierdoły powszednie? Wychwytywanie piękna na co dzień; obrazów, chwil, postaci, melodii, słów. Jazda samochodem po odwiezieniu dzieci do placówek ☺, zrobiony trening, nowy cel. Przelotny uśmiech na ulicy, miłe słowo w sklepie..

  23. No cóż można powiedzieć : to „święta prawda”, że nie ma na co czekać i życie celebrować na bieżąco. To bardzo praktyczne i jedynie słuszne podejście. Wiem, co piszę, bo cały czas tak robię. Dzięki temu jeszcze nie zgorzkniałam i czuję się naprawdę spełniona. Wszystkiego dobrego w Nowym 2018 Roku i jak najwięcej takich chwil dla Ciebie i bliskich.

  24. 1. poranna herbata pita, zanim się zaczął się dzień. W ciszy i spokoju, kiedy jeszcze nie ogarniam rzeczywistości
    2. kawa pita minimum przez pół godziny, moment kiedy jestem oderwana od świata
    3. użycie nowych kosmetyków do kąpieli po raz pierwszy.
    4. położenie się spać w świeżo zmienionej pościeli
    5. planowanie, niekoniecznie realizowanie tych planów, ale sam akt wymyślania i układania projektów
    6. pisanie ołówkiem w notesie
    7. samotne wyjście do kawiarni/herbaciarni
    8. jedzenie czegoś, co jest ładnie ułożone na talerzu (i smaczne)
    9. kiedy okazuje się, że ktoś odebrał mój tekst bardzo osobiście i nagle odkrywam, że pisze się dla czytelnika, a nie tylko dla siebie

    A co do talerzy i dóbr materialnych 😉 to jak najbardziej ma dla mnie sens jedzenie na nich z najbliższymi, a nie tylko ze wyjątkowymi gośćmi. 😀 Ale sama chciałabym mieć jakieś rzeczy, na specjalne okazje (dla mnie specjalna okazja to świąteczny dzień, ale absolutnie nie wymaga gości). Coś co kiedyś uważałam za bezsensowne, a teraz doceniam. Inne ubranie, wyjątkowa zastawa. Jakieś drobne pierdółki, które sprawią, że ten dany dzień będzie inny niż pozostałe.

  25. Masz to, czego mnie musiał nauczyć rak 😉 Zawsze czekałam na magiczne COŚ, wyczekiwałam na COŚ, szukałam CZEGOŚ.
    Teraz, kiedy otarłam się o śmierć (i w sumie ciągle ona gdzieś tam za mną stoi, nie ma tak dobrze) nagle widzę to wszystko. Chłonę.
    Tak pięknie żyć. Tu i teraz :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.